Kupując jabłka, gruszki czy inne rodzime owoce rzadko zastanawiamy się jaką drogę przebyły one zanim trafiły do sprzedaży. Czasem dochodzą do nas informacje o coraz gorszej kondycji ekonomicznej polskiego sadownictwa w którą jednak trudno uwierzyć patrząc na ceny jabłek w większości sklepów. O tym aspekcie sadownictwa oraz o sposobach ochrony drzew owocowych przed szkodnikami i chorobami w nadchodzącym sezonie można było zapoznać się na spotkaniu szkoleniowym zorganizowanym przez firmę ProCam Polska, które było skierowane do sadowników z okolic grodu Sambora.
Spotkanie rozpoczął Rafał Głodnicki - kierownik tczewskiego oddziału firmy ProCam zajmującej się doradztwem w rolnictwie oraz sprzedażą nawozów i środków ochrony roślin. Zebrani zapoznali się z produktami stosowanymi do nawożenia i ochrony sadów, które stosuje się w celu uzyskania i utrzymania jakości owoców przeznaczonych do przetwórstwa oraz bezpośredniego spożycia. Warto wspomnieć, że sadom oprócz niekorzystnej pogody tj. gradobić czy późnowiosennych przymrozków zagraża kilka innych czynników takich jak choroby drzew powodowane przez zarodniki grzybów czy nadmierne występowanie szkodników owadzich. Są to główne przeszkody w uprawie owoców z jakimi walczą ogrodnicy.
Wszystkie te elementy wpływają bezpośrednio na ilość i jakość owoców jakie produkuje się w sadach co ma częściowy wpływ na cenę jabłek z jaką spotykamy się w sklepie.
- Główną przeszkodą, która wpływa na coraz gorszą sytuację polskich sadowników nie są choroby czy szkodniki niszczące nasze plantacje bo wiedzę i środki do walki z nimi czerpiemy od doradców firmy ProCam z Tczewa oznajmił Kazimierz Arczewski, który od trzydziestu lat działa w branży sadowniczej. Naszą bolączką jest brak stabilizacji cen jakie uzyskujemy za wyprodukowane owoce, które w 2007 roku osiągnęły wartości pozwalające pokryć koszty produkcji oraz dokonać niezbędnych inwestycji warunkujących utrzymanie się na rynku. Natomiast w 2008 roku przy koszcie produkcji kilograma jabłek z przeznaczeniem do przetwórstwa wynoszącym około 50 groszy firmy skupujące oferowały około 28 groszy za ten sam towar – dodał Kazimierz Arczewski.
|
WYDARZENIA/kazimierz arczewski.jpg |
Kazimierz Arczewski – od wielu lat dzierżawi gospodarstwo sadownicze w Waćmierku, a od stycznia tego roku także w Boroszewie wraz z przechowalnią co razem daje 170 ha upraw. Mimo gospodarowania na typowo po PGR-owskich sadach osiąga dobre wyniki w uprawie – w 2008 roku w sadzie w Waćmierku zebrał ponad 2200 ton jabłek. Obecnie dzięki inwestycji w przechowalnie chce zwiększyć na lokalnym rynku podaż jabłek do bezpośredniego spożycia. |
- My sadownicy widzimy w tym swego rodzaju zmowę podmiotów skupujących, które nie dość, że zaniżają ceny to jeszcze stosują bardzo wyśrubowane normy skupu owoców co pozwala im manipulować ceną na niekorzyść naszą i konsumentów – bo ile jabłka kosztują w sklepie każdy widzi. Mamy także świadomość, że jak we wszystkich działach gospodarki tak i w sadownictwie występują okresowe wahania opłacalności produkcji, dlatego z naszych wieloletnich obserwacji i przeczuć liczymy, iż rok 2009 będzie dla nas początkiem stabilizacji – stwierdził pan Kazimierz.
Zebrani wyrazili nadzieje, iż w bieżącym roku nie nastąpi sytuacja jaka po raz pierwszy od wielu lat miała miejsce w 2008 roku, kiedy to w wielu sadach nie dokończono zbioru, a jabłka wisiały na drzewach jeszcze kilka tygodni po opadnięciu liści do czasu, aż same nie opadły na ziemie. Byłby to kolejny najgorszy z możliwych przykładów jak ze względów ekonomicznych, niezależnych od producentów marnuje się zdrowa polska żywność.
WYDARZENIA/sadownicza.jpg
| « poprzednia | następna » |
|---|
